Fundacja Modrak

Szukaj na tym blogu

piątek, 13 listopada 2015

Geocaching, czyli co?

Jak być może już wiecie, jesteśmy miłośnikami geocachingu. Tych, którzy myślą, że to jakaś nowa sekta albo dopalacz - uspokajam. Geocaching to po prostu nowy pomysł na turystykę, pomysł z pewnością wart wypróbowania.



Zdarzyło się Wam znudzić miejscem widzianym po raz n-ty? A może przeszkadzają Wam tabuny turystów, które depczą Wam po butach? Na szczęście jest alternatywa.

Geocaching narodził się, gdy rząd USA udostępnił cywilom technologię GPS. Choć dziś życie bez niej wydaje nam się dość kłopotliwe, to jednak jesteśmy w jej posiadaniu od zaledwie 15 lat. O tym, jak GPS ułatwił nam życie można by pisać godzinami, ale nie o tym jest ten tekst. Zaledwie dwa dni po udostępnieniu technologii - 3 maja 2000 roku, Amerykanin Dave Ulmer postanowił upamiętnić ten fakt, rozpoczęciem niezwykłej gry terenowej. Geocaching, bo o niej oczywiście mowa, polega na szukaniu skrytek (slangowo zwanych keszami) w czym pomocne mają być wspomniane współrzędne z GPS.

Jak zacząć?

1) Przede wszystkim powinniśmy wyposażyć się w nadajnik GPS. Standardowo posiadają go nawigacje samochodowe, niemniej do dobrej zabawy wystarczy nam ściągnięcie odpowiedniej aplikacji na nasz smartfon. Oficjalna "apka" kosztuje ok. 9 $, ale zarówno dla Androidów, jak i iOS można znaleźć conajmniej kilka darmowych zamienników.

2) Pamiętamy o czymś do pisania - przyda się na 99%

3) Gdy już znamy swoje położenie geograficzne, dobrze byłoby poznać położenie geograficzne skrytek. W tym celu wystarczy założyć bezpłatne konto na stronie www.geocaching.com. W ten sposób uzyskamy dostęp do map z zaznaczonymi keszami.
Opis każdego z nich wygląda podobnie: oprócz poglądowej mapki, otrzymujemy także informacje o nazwie i współrzędnych skrytki, a także opis obiektu. Każdy kesz posiada także informacje o stopniu trudności terenu jak i maskowania. Dowiemy się także czy podczas wyprawy przyda nam się łopata, kalosze, a może... sprzęt wspinaczkowy. Dodatkowo strona skrytki może być wzbogacona w podpowiedzi i zdjęcia. Wyposażeni w taką wiedzę możemy śmiało ruszać w teren.

W terenie

Kesze posiadają różne rozmiary i kształty. Najczęściej są to wtórnie wykorzystane pojemniki plastikowe - ważne bowiem, aby zawartość była chroniona od wilgoci i uszkodzeń. Najmniejsze kesze mogą mieć wielkość monety, największe to wielkie skrzynie. Oczywiście, musimy pamiętać, że zakładający skrytkę robią wiele, aby nie wiedziały o niej osoby postronne. Jeśli więc nosisz okulary, nie zapomnij ich ze sobą zabrać. Standardowa kryjówka znajduje się pod kamieniem lub w dziupli drzewa, choć niejednokrotnie sposoby maskowania obiektów są o wiele bardziej wyszukane.

Co znajdziemy w skrytce?

Każdy kesz wyposażony jest w niewielki notesik nazywany logbookiem. Jak sama nazwa wskazuje, służy on do "logowania się" w danym miejscu, czyli po prostu potwierdzenia swojej bytności. Wystarczy w odpowiednią rubrykę wpisać datę znalezienia oraz nasz login ze strony albo po prostu imię. W ten sposób istnieje fizyczne potwierdzenie, że do skrzynki dotarliśmy o własnych siłach, a nie palcem po mapie.

Poza logbookiem w skrytce (zależnie od jej wielkości) możemy natrafić także na różnego rodzaju gadżety. Przyjęło się, że jeśli chcemy coś z kesza wyjąć, powinniśmy włożyć do niego przedmiot o podobnej wartości.

Częstą praktyką jest także umieszczanie certyfikatu FTF, czyli niewielkiej kartki informującej nas, że znaleźliśmy skrytkę jako pierwsi. Jeśli jesteśmy takimi szczęśliwcami, możemy zabrać go ze sobą jako potwierdzenie naszego osiągnięcia.

Najważniejsze

Rzeczą, o której należy bezwzględnie pamiętać jest pozostawienie miejsca, do którego dotarliśmy w takim stanie, w jakim było ono przed naszą wizytą. Powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby pojemnik z logbookiem został odłożony tam skąd go braliśmy. Tylko dzięki temu kolejni uczestnicy będą mogli uczestniczyć dalej w grze.

Teraz trzeba jeszcze tylko wejść na stronę skrytki i pochwalić się jej odnalezieniem w wirtualnym logbooku. To także miejsce, gdzie możemy podzielić się swoimi refleksjami z opiekunami miejsca, jak i innymi poszukiwaczami.

Dzięki geocachingowi możemy dotrzeć w miejsca, o których przewodniki turystyczne skutecznie milczą. Najczęściej skrytki zakładają bowiem lokalni miłośnicy historii i przyrody, którzy w ten sposób chcą pochwalić się pięknem swojej okolicy. Zabawa, poza zastrzykiem adrenaliny, pozwala nam również inaczej spojrzeć na otaczający nas świat.

Geocaching w regionie

Szukanie keszy na Kujawach ma się bardzo dobrze. W samym powiecie inowrocławskim znajduje się ich  ponad 300! My zapraszamy do odwiedzenia trzech założonych przez nas: "Wiatrak i... alchemik", "Kamień 1876" i "Cmentarz we Wróblach". Wkrótce zrealizujemy projekt, który tę liczbę skutecznie rozmnoży :)

poniedziałek, 2 listopada 2015

Regulamin konkursu dla gimnazjalistów

Regulamin konkursu HISTORIA Z MOJEGO PODWÓRKA

I. Cele konkursu
1. Celem konkursu jest:
- zachęcenie młodych mieszkańców gminy Kruszwica do zainteresowania się historią i kulturą regionu,
- poszerzenie grona miłośników regionu,
- wzmocnienie więzi młodych ludzi ze swoją małą ojczyzną,
- rozwijanie umiejętności i talentów uczniów.

II. Zasady uczestnictwa w konkursie
1. Uczestnikami konkursu mogą być uczniowie klas I-III gimnazjum zamieszkujący w gminie Kruszwica.
2. Prace nadesłane na konkurs muszą być pracami własnymi, dotychczas niepublikowanymi.
3. Zadaniem uczestnika jest stworzenie pracy na jeden z poniższych tematów:
a) Miejsce niezwykłe ­- historia miejscowości lub zabytku,
b) Świadkowie historii mówią... ­ - świat oczyma najstarszych mieszkańców,
c) Jak dawniej na wsi świętowano? ­- zwyczaje i tradycje naszych przodków.
4. Preferowane są prace pisemne, choć organizator zachowuje sobie prawo do honorowania w niektórych przypadkach prac plastycznych, prezentacji multimedialnych itp..
5. Wymogi formalne pracy: min. 2 strony formatu A4, czcionka Times New Romans 12 (względnie rękopis o zbliżonej obiętości), akapity, tytuł oraz krótki wykaz wykorzystanych źródeł.
6. Praca musi być podpisana imieniem i nazwiskiem oraz klasą, do której uczęszcza uczestnik konkursu.

III. Termin i miejsce składania prac
1. Gotową pracę należy złożyć do 10 grudnia 2015 roku na ręce nauczyciela historii lub przesłać ją na adres mailowy: fundacjamodrak@gmail.com. 
IV. Ocena pracy i wyłonienie laureatów:
1. Laureatów konkursu wyłania jury.
2. W skład jury wchodzą członkowie zarządu Fundacji Modrak. Organizator zastrzega sobie prawo do rozszerzenia tego grona o inne osoby.
3. Jury podejmuje decyzje większością głosów.
4. W ocenie pracy konkursowej pod uwagę będą brane:
- spełnienie wymogów formalnych,
- poprawność językowa i estetyka wykonania,
- wykorzystanie źródeł, ze szczególnym uwzględnieniem wywiadów z informatorami oraz fotografii.
5. Laureatom konkursu zostaną przyznane trzy nagrody (I, II, III miejsce) oraz wyróżnienia.
6. O terminie i miejscu ogłoszenia wyników konkursu organizator poinformuje za pośrednictwem nauczyciela oraz stron internetowych: kujawskie.blogspot.com i www.facebook.com/fundacjamodrak.

IV. Postanowienia końcowe
1. Nadsyłający pracę na konkurs zgadza się na naniesienie przez organizatora poprawek redaktorskich w tekście oraz jego późniejszą publikację w całości lub fragmentach (z zachowaniem informacji o autorze).
2. Uczestnik biorący udział w konkursie, akceptuje postanowienia regulaminu.
3. Organizator zastrzega sobie prawo do zmiany terminów, jeśli będą tego wymagały okoliczności.
4. Wszelkie zapytania należy kierować pod adres mailowy: fundacjamodrak@gmail.com.

niedziela, 1 listopada 2015

Relacja z cmentarza we Wróblach

W dzień Wszystkich Świętych przypominamy relację z prac remontowo-porządkowych na cmentarzu ewangelickim we Wróblach (gm. Kruszwica). Podobnych miejsc, które wymagają interwencji jest jeszcze dużo - oby z roku na rok ich stan ulegał poprawie.

poniedziałek, 19 października 2015

Cmentarz ewangelicki we Wróblach

Niepozorny cmentarz ewangelicki we Wróblach to jedno z nielicznych świadectw po dawnych mieszkańcach wsi. Na szczęście o miejscu tym wiemy coraz więcej.

Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich informuje nas, że w roku 1895 na 170 mieszkańców wsi 21 było wyznania innego niż katolickie. Nie trudno domyśleć się, że byli to prawdopodobnie ewangelicy. Czy ich doczesne szczątki spoczęły we Wróblach? Pewności nie mamy.

Wątpliwości nie rozwiewa pobieżny przegląd starych map. Na żadnej z nich nie widnieje nic takiego jak cmentarz we Wróblach. Poczynając jednak od 1893 roku na mapach łatwo odnajdziemy niewielki las, który pokrywa się z obszarem dzisiejszego miejsca pochówku. Prawdopodobieństwo, że już wtedy ktoś na nim spoczywał jest dość duże.


Niekoniecznie musieli być to jednak ewangelicy. Nie można wykluczyć, że pierwszymi "mieszkańcami" cmentarza były ofiary epidemii. Wiemy, że na terenie wsi znajdowały się przynajmniej dwa inne cmentarze, z których jeden z pewnością przeznaczony był dla zmarłych na cholerę. Być może las, który upodobali sobie później ewangelicy, także wykorzystywany był do pochówków epidemicznych? Wskazywałyby na to relacje części mieszkańców, którzy konsekwentnie nazywają to miejsce cmentarkiem cholerycznym. Z drugiej strony mogło w tym wypadku dojść do najzwyklejszej pomyłki.


Z pewnością jednak pochówki ewangelickie odbywały się tutaj po 1905 roku, gdy do wsi sprowadzono niemieckich kolonistów. Znamy ich nazwiska. Były to rodziny Schafer, Raatz, Stietzel, Hotho, Ehrenholz, Tucholke, Caners, Henf, Hage, Hermann, Richter, Hage, Vinke, Frick, Gunter i Bottcher. Ich pobyt we wsi trwał do 1921 roku, gdy gospodarstwa przeszły w ręce Polaków. Na szczęście dysponujemy danymi ze spisu powszechnego, które pokazują nam, że na 281 mieszkańców wsi - 106 było ewangelikami. Co ciekawe, 18 z nich deklarowało polską narodowość, pozostali - niemiecką.

Fragment jedynej zachowanej inskrypcji: 2... [9].191[2]/Ruh[e in Frieden] 
Wielu informacji o cmentarzu dostarczają nam archiwalne akta gminy Kruszwica, m.in. wykaz nieczynnych cmentarzy sporządzony w latach 30. XX wieku. Wiemy z niego, że grzebalisko było ogrodzone. Znajdowało się na nim także kilka "nadgrobków". Informacje te uzupełniają wspomnienia jednego z mieszkańców, który twierdzi, że na cmentarzu znajdowała się także studnia.

Wykaz podaje informacje, że po 1909 roku pochówki na tym miejscu nie odbywały się. Niedawne prace porządkowe na cmentarzu pozwoliły negatywnie zweryfikować to twierdzenie. Odnaleziono bowiem niewielki fragment tablicy, z którego wynikało, że osoba zmarła urodziła się w latach 10. XX wieku. Prawdopodobnie napis odnosił się do pochówku dziecka.

Po 1921 roku we Wróblach nie było już ewangelików. Rada sołecka zadecydowała o zachowaniu cmentarza jako ewentualnego grzebaliska epidemicznego. O groby nikt już jednak nie dbał. Z czasem zniknęło ogrodzenie i część nagrobków, a miejsce pochówku zamieniło się w odkrywkę piasku i dzikie wysypisko śmieci.

Dziś na cmentarzu możemy zobaczyć jedynie dwa groby. Niestety, nie zachowały się nazwiska zmarłych. Przypominają o nich tylko rozkrzewione bzy...
Prace porządkowe - jesień 2015

Na szczęście, coraz częściej zaczynamy sobie zdawać sprawę, że cmentarze ewangelickie są także częścią naszego dziedzictwa kulturowego. Cmentarz we Wróblach będzie jeszcze zdobił okolicę. Zrobimy wiele, aby nie tylko on.

niedziela, 11 października 2015

Historia Kółka Włościanek w Witowicach


W dwudziestoleciu międzywojennym na Kujawach powstało wiele kółek rolniczych zrzeszających włościan i większych posiadaczy ziemskich. Były to organizacje branżowe, które działały na rzecz rozwoju gospodarczego wsi. W związku z tym, iż II RP była państwem prawa i od samego początku przyznała prawa polityczne kobietom panie także mogły zakładać własne organizacje. Tak więc charakterystyczny był dualizm organizacji- na przykładzie kółek rolniczych można dokonać podziału na kółka włościan i kółka włościanek. 

Mężczyźni z miejscowości takich jak Brześć, Karsk, Witowice, Popowo, Ostrowo, Złotowo itp. działali w ramach Kółka Rolniczego w Ostrowie nad Gopłem, kobiety z wyżej wymienionych wiosek utworzyły natomiast Kółko Włościanek w Witowicach.

Inicjatorką utworzenia nowej organizacji była Kazimiera Miech (z domu Strehl) z Brześcia. Wywodziła się ona z patriotycznej rodziny- jej ojciec Władysław był podpułkownikiem Wojska Polskiego, został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, walczył w Powstaniu Wielkopolskim. Powstańcami byli także jej bracia- Mieczysław, Tadeusz i Leon. Pierwszy z wymienionych był przez dwadzieścia lat proboszczem ostrowskim, a także prezesem Kółka Rolniczego oraz Towarzystwa Powstańców i Wojaków w Ostrowie (zginął zamęczony przez hitlerowców w Dachau). Drugi z braci po odrodzeniu niepodległej Polski kontynuował swą karierę wojskową, był zawodowym pilotem, zginął w katastrofie lotniczej wojskowego samolotu w Poznaiu-Ławicy. Leon Strehl był lekarzem, członkiem PCK, w czasie kampanii wrześniowej był szefem sanitarnym w Armii „Warszawa”, w Powstaniu Warszawskim pełnił funkcję Szefa Sanitarnego w Komendzie Głównej Armii Krajowej. 

Mąż Kazimiery - Czesław - był posiadaczem ziemskim, wybudował własnym sumptem kościół, plebanię i budynki gospodarskie w Brześciu.

Organizacja powstała w 1930 roku. W skład zarządu weszły: Kazimiera Miech- prezeska, M. Stanna z Kobylnicy- wiceprezeska, W. Malinowska z Karska- sekretarka, Leszczyńska- skarbniczka. 

Podczas zebrań panie wygłaszały sporządzone przez siebie referaty dotyczące spraw gospodarstwa domowego, ale także historii Polski. 2 lutego 1931 roku odbyło się spotkanie, na którym odegrano przedstawienie teatralne pt. „Aby handel szedł”. Ponadto organizowano liczne wycieczki (np. do Żeńskiej Szkoły Gospodarczej w Marysinie), kursy szycia czy gotowania. Zachowały się tytuły niektórych wygłaszanych przez członkinie referatów: „Rola kobiety w gospodarstwie”, „O spożywaniu warzyw i owoców”, „Jak rodzi sobie dobra gospodyni”, „O plantowaniu żywokostu”, „O tępieniu much w lecie”, „Hodowla i eksport świń bekonowych” i inne. 

Kółko włościanek prowadziło również w Brześciu ochronkę dla biednych wiejskich dzieci. Ochronka funkcjonowała w miesiącach letnich. Specjalnie dla tej organizacji Czesław Miech pobudował boisko do gry w piłkę i plac zabaw. Dzięki temu, że dzieci miały się gdzie podziać latem ich rodzice mogli skupić się na pracy zarobkowej.

Kółko w różnych okresach swojego istnienia liczyło ok. 20 członkiń. Rozrost Kółka Włościanek zahamował jednak wybuch II wojny światowej. Zachowały się źródła, które wskazują, iż ambitna prezeska miała w planach urządzenie profesjonalnej, całorocznej ochronki dla biednych dzieci wraz z biblioteką.


Kazimiera Miech wraz z mężem Czesławem podczas wycieczki do Włoch 

czwartek, 1 października 2015

Odkrywając Askaukalis

O stanowisku archeologicznym w Kruszy Zamkowej głośno jest już od lat 60.. Trzeba jednak odwiedzić je osobiście, aby zdać sobie sprawę ze znaczenia tego miejsca...



Jak wiele historii, także i ta zaczyna się nie pozornie, bo od zwykłego rolnika - pana Juliana Patera. Otóż pewnego dnia, podczas prac polowych, odnalazł on na swoim polu trudną do zidentyfikowania monetę. Kto wie jakby potoczyły się losy "drugiego Biskupina" gdyby nie mądrość Pana Juliana, która kazała mu skontaktować się w sprawie znaleziska z naukowcami. Nie trzeba było długo czekać, aby okazało się, że moneta przedstawia Antonina Piusa - rzymskiego cesarza z II w. n.e..

Wkrótce w Kruszy pojawili się archeolodzy z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracami prowadziła prof. Aleksandra Cofta-Broniewska. Już pierwsze wykopy przyniosły niezliczone znaleziska z okresu wpływów rzymskich. Paciorki, figurki, ozdoby - to był jedynie wierzchołek góry lodowej, która nagle wyłoniła się na kujawskiej równinie.

Nagromadzenie znalezisk jednoznacznie pozwoliło stwierdzić, że w Kruszy znajdowało się znacząca osada handlowa. Zidentyfikowano ją jako Askaukalis. Nazwa ta widnieje na słynnej mapie Ptolemeusza obok dwóch innych na ziemiach polskich - Calisii (Kalisz) i Setidawy (prawdopodobnie Konin). Można więc powiedzieć, że Krusza Zamkowa to najstarsza polska wieś. Uprawą roli jej mieszkańcy zajmowali się jednak w niewielkim stopniu. Przede wszystkim w Askaukalis kwitł handel - było to jedno z ostatnich miejsc, w którym można było zaopatrzyć się w dalszą drogę na północ. Osada nie była jednak tylko postojem dla "starożytnych TIR-ów". Działały tu także warsztaty obróbki soli czy bursztynu. Podróżni mogli również odwiedzić kilka świątyń (rekonstrukcję jednej z nich możemy oglądać we wsi od 2014 roku).

Pole pana Patera, mimo intensywnych badań archeologicznych, nadal skrywa tysiące przedmiotów z kamienia, rogów, gliny czy metalu. Co więcej, pod zabytkami z czasów rzymskich natrafiono na obszerne pozostałości neolityczne. Są to nie tylko znakomicie zachowane relikty domostw, ale także rytualne pochówki prahistorycznej arystokracji.

Wszystko to nie ujrzałoby światła dziennego gdyby nie pan Julian. Mógł przecież schować monetę do kieszeni, mógł ją sprzedać, mógł wreszcie zniszczyć stanowisko archeologiczne. Nie da się bowiem ukryć, że wielu z nas pracę archeologów traktuje jako problem przy budowie domu lub uprawie pola. Pan Julian nie był jednak krótkowzroczny i dziś tego niepozornego rolnika możemy uważać za jednego z największych odkrywców w dziejach rodzimej archeologii.

Niestety, Pan Julian zmarł w 2013 roku. Jego dzieło kontynuuje syn Krzysztof znany w okolicy jako "strażnik Askaukalis". To niezwykle sympatyczny i skromny człowiek, dla którego archeologia stała się życiową pasją. Warto chociaż na chwilę przystanąć przy tzw. Paterówce i obejrzeć rekonstrukcję świątyni z II w. oraz ładnie zaprojektowane tablice informacyjne. Przy odrobinie szczęścia natrafimy i na Pana Krzysztofa, który odczaruje dla nas stojące wokół kamienie, w których nagle dostrzeżemy niezwykły skarb przeszłości.

Krusza na pewno nie raz nas jeszcze zaskoczy. Wiele znalezisk jest właśnie poddawana naukowym ekspertyzom. Rezultaty mogą być niesamowite. Jeśli przypuszczenia się potwierdzą, to o Kruszy nie przeczytacie na naszym blogu, ale usłyszycie o niej w telewizji. Póki co, nie zdradzamy jednak szczegółów - po prostu do Askaukalis trzeba się wybrać i tam zasięgnąć języka :)

wtorek, 15 września 2015

Kilka słów o wsi Piecki

Początki wsi Piecki sięgają zamierzchłej przeszłości. Ta spokojna dziś wioska może poszczycić się mianem jednej z najstarszych na ziemi nadgoplańskiej.

Figura w Pieckach


Prowadzone pod koniec lat 80. XX wieku wykopaliska archeologiczne wykazały, że pierwsi ludzie postanowili osiedlić się w Pieckach już 6,5 tys. lat temu. Na obszarze dzisiejszej miejscowości musiała istnieć osada z epoki kamienia, a także cmentarzysko. Potwierdzeniem tego jest odnalezienie kompletnego pochówku 30-letniej kobiety. Co ciekawe, bardzo prawdopodobne jest, że Piecki już w czasach prehistorycznych mogły pochwalić się ciągłością osadnictwa. Archeologom udało się bowiem odnaleźć kolejny grób – tym razem nastoletniego mężczyzny żyjącego w połowie III tysiąclecia p.n.e.. Z pewnością to nie koniec sensacyjnych odkryć z tej miejscowości, gdyż dzięki zdjęciom lotniczym wiemy, że pod powierzchnią ziemi, nadal znajdują się potencjalne stanowiska, które miejmy nadzieję, zainteresują kolejne pokolenie badaczy.
Piecki były także ważną osadą, gdy rodziło się Państwo Polskie. Pierwszą wzmiankę o wsi odnajdujemy w dokumentach z XIII wieku. Podobnie jak wiele innych miejscowości w okolicy, Piecki stanowiły własność kościelną. Wiemy, że w XV wieku dochody z osady czerpali kanonicy kruszwiccy. W połowie XVI wieku miejscowość dzieliła się na tzw. Piecki Małe i Piecki Wielkie. W pierwszych, położonych bardziej na północ, mieszkało pięciu gospodarzy, a każdy uprawiał po łanie ziemi (ok. 16 ha). Z kolei w Pieckach Wielkich łanowych gospodarzy było siedmiu. Poza tym we wsi znajdowało się duże, bo składające się z dwóch łanów gospodarstwo sołtysa oraz niewielki zakład, nieznanego nam niestety z profesji, rzemieślnika.
Wracając do kanoników kruszwickich, którzy dzierżyli część wsi, warto wspomnieć zwłaszcza Stanisława Grochowskiego. Jego nazwisko nie mówi dziś wiele przeciętnemu zjadaczowi chleba, a szkoda, gdyż w czasach Zygmunta III Wazy była to postać znana i podziwiana. Grochowski, oprócz bycia kapłanem i częstym gościem królewskiego dworu, parał się także poezją. Należał do najlepszych autorów swojej epoki, a jego modlitwy i pieśni do dziś budzą zachwyt wśród literaturoznawców. Wśród twórczości Grochowskiego znajdziemy także wiersz opisujący Piecki. Początkowo autor skarży się, że jest to osada uboga, a mu przychodzi mieszkać w podniszczonym dworku po którym hula wiatr. Z drugiej strony Grochowski zauważa piękno przyrody i panujący we wsi spokój. Nic dziwnego, że w końcu zapisze w swoim wierszu: „imię ma swoje małe Piecki wioska, na małych rzeczach, mała bywa troska”.
W 1772 roku miejscowość znalazła się pod zaborem pruskim, a jej nazwa uległa drobnej zmianie na Pietzki. Przez całą swoją historię wieś zachowała gospodarski charakter. Świadczą o tym nazwiska dzisiejszych rolników, które z powodzeniem odnajdziemy w tym samym miejscu także w dokumentach z początku XIX wieku. W połowie stulecia w czterech domach Piecków Małych mieszkało 47 osób. Z kolei Piecki Wielkie składały się z 16 domów. Zajmowało je 142 mieszkańców (w tym 120 katolików i 22 protestantów). Obszar obu wsi wynosił 385 ha. Pod koniec XIX wieku największe, liczące sobie 47 ha gospodarstwo, należało do Jakuba Miecha. Na przełomie wieków pobudowano szkołę, której uczniowie w 1906 roku przyłączyli się do strajku w obronie języka polskiego.
W 1921 roku we wsi znajdowało się 20 domów. Mieszkało w nich 111 mężczyzn i 110 kobiet. Wszyscy byli Polakami i z jednym wyjątkiem - katolikami. Czasy międzywojenne to okres dużej aktywności mieszkańców Pieck. We wsi działało wtedy kilka ciekawych organizacji. Młodzież męska garnęła się przede wszystkim do Związku Strzeleckiego. Prężną działalność prowadziło także Kółko Rolnicze i Koło Świetlicowe. W Pieckach swoją siedzibę miała także drużyna harcerska im. Kazimierza Wielkiego. Prowadził ją kierownik szkoły – Jan Waliński.
Choć mieszkańcy wsi opierali swoje gospodarstwa raczej na tradycyjnych uprawach, to warto jednak odnotować, że powstała tu jedna z pierwszych hodowli jedwabników na Kujawach. Piecki nie mogły obyć się w tym czasie również bez znanej na całą okolicę kuźni.
Po wojnie utworzono w Pieckach PGR, który jednak dość szybko przekształcono w Spółdzielnię Kółek Rolniczych. Dzięki swojemu dogodnemu położeniu we wsi między 1960-1972 swoją siedzibę miała Gromadzka Rada Narodowa.

Dominik Robakowski