Fundacja Modrak

Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słońsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słońsk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 kwietnia 2017

Władysław Biały - no jak by nie patrzeć król Polski

Hmmm, wiele można kujawskim książętom zarzucić, ale z pewnością nie to, że byli nudni. Z przedstawionych póki co życiorysów wyłania nam się obraz awanturników, niespełnionych marzycieli czy w najlepszym przypadku nieodpowiednich ludzi w nieodpowiednim czasie i miejscu. Władysław Biały, jako już ostatni Piast na kujawskim tronie, znakomicie łączy w sobie cechy poprzedników.

Władysław rodzi się jako syn Kazimierza gniewkowskiego i nieznanej nam z imienia księżniczki. Choć kronikarze wspominają o licznym rodzeństwie, to znamy właściwie tylko jedną siostrę Władysława – Elżbietę. Dość szybko opuszcza ona Kujawy, trafia na dwór węgierski, a później zostaje żoną bana Bośni Stefana Kotromanicia. Nie należy mylić jej z córką - Elżbietą zwaną popularnie Bośniaczką, która stanie się żoną króla Węgier i Polski – Ludwika Andegaweńskiego.

Wątek ten moglibyśmy właściwie opuścić, ale to właśnie koligacje rodzinne będą odgrywały ważną rolę w życiu Władysława Białego. W końcu będzie on najbliższym krewnym króla Polski i wujem króla Węgier. 

Sam książę przychodzi na świat około roku 1330. Nie wiemy właściwie nic o jego młodości. W 1353 roku obejmuje księstwo po ojcu, a sześć lat później bierze ślub ze śląską księżniczką… co by nam się jeszcze bardziej plątało – Elżbietą. Małżeństwo to owiane jest romantyczną legendą, która stała się później pożywką dla różnego rodzaju mniej lub bardziej uzdolnionych pisarzy. Warto nadmienić, że doszło do niego stosunkowo późno jak na średniowieczne standardy, a małżonkowie nie doczekali się potomstwa.
Pieczęć Władysława Białego z czasów samodzielnych rządów nad Gniewkowem
źródło: wikipedia
Władysław w początkowych latach swojego życia wiązał przyszłość zapewne z dworem krakowskim. Kujawskie władztwo księcia nie dawało mu bowiem wielkich perspektyw i nieraz znaczniejsi rycerze mogli pochwalić się większym majątkiem.  Księstwo gniewkowskie składało się zaledwie z dwóch niewielkich miast (Gniewkowo, Złotoria) i dwóch grodów (Słońsk i Szarlej, który książę wyjątkowo sobie upodobał). Dobre stosunki z Kazimierzem Wielkim sprawiły, że w 1360 lub 1361 roku Władysław objął we władanie także księstwo inowrocławskie.

Na początku lat 60. XIV wieku umiera Elżbieta, co według późniejszej tradycji miało Władysławem poważnie wstrząsnąć (faktem jest, że książę nie będzie ponownie się żenił). Gniewkowski władca rozpoczyna tym samym nowy, jakże barwny rozdział swojego życia. Władysław Biały popada w konflikt z miejscowymi możnymi, a w nieznanych do końca okolicznościach zostaje mu odebrana władza nad Inowrocławiem (1362/63). W 1364 roku nasz bohater opuścił swoje księstwo i wyruszył w świat. Okoliczności w jakich do tego doszło nie są do końca jasne. Według jednych źródeł, książę przejęty śmiercią żony postanowił sprzedać dziedziczne ziemie królowi i szukać szczęścia w świecie; według drugich – Władysław do sprzedaży księstwa został zmuszony przez samego króla.

Słusznie biograf księcia Józef Śliwiński nazywa go największym podróżnikiem wśród Piastów. Władysław Biały wybiera się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej, odwiedza dwór cesarski w Pradze, wraz z Krzyżakami rusza na krucjatę przeciw Litwie, widzi się z papieżem w Awinionie. Swoje eskapady Władysław kończy w roku 1366, gdy wstępuje do klasztoru cystersów w Citeaux. No właściwie powinien je zakończyć, ale tak się nie stało… Cystersi jakoś nie spodobali się kujawskiemu księciu i wbrew wszelkim regułom, opuścił on samowolnie klasztor na rzecz benedyktynów w Dijon. I tutaj nasza historia znów mogłaby się zakończyć, ale mówimy przecież o człowieku, którego nazywano już za życia „Królem Lancelotem”.
Jak już Matejko maluje, to znaczy, że musi być ktoś znaczny ;) Władysław Biały w wizji słynnego malarza
źródło: wikipedia

W 1370 roku umiera Kazimierz Wielki, co dla księcia jest sygnałem, aby powrócić do ojczyzny. Nie wiemy do końca jakie były intencje Władysława. Nadzieje z nim wiązała z pewnością opozycja wielkopolska, która utraciła swoją pozycję na rzecz panów małopolskich. Po rozwianiu nadziei związanych z osobą Kaźka słupskiego, Kazimierz pozostawał jedynym Piastem, którego można było wykorzystać w „grze o tron”. Czy sam książę liczył, że będzie królem Polski? Ciężko powiedzieć. Z jednej strony jego działania będą ograniczać się tylko do walki o Kujawy, z drugiej książę był człowiekiem o wielkiej fantazji i ambicji, która pozwalała spodziewać się po nim wszystkiego.

Władysław, pochopnie związawszy się ślubami zakonnymi, próbuje uzyskać dyspensę u papieża, ale ta jest skutecznie blokowana za sprawą węgierskiej dyplomacji. Mimo to w 1373 roku Władysław pojawia się w Gnieźnie, a następnie opanowuje Inowrocław i najważniejsze miejsca swojego władztwa – Gniewkowo, Złotorię i Szarlej. Błyskawiczne uderzenie z pewnością musiało zrobić wrażenie, a książę-mnich zdawał sobie sprawę, że jego dziedziczne księstwo oraz Wielkopolska są miejscami, gdzie najprężniej rozwija się antywęgierska opozycja. Niestety dla kujawskiego księcia, za utyskiwaniami nie poszły realne czyny i w rzeczywistości wielkiego poparcia Władysław nie uzyskał. Zdając sobie sprawę z dysproporcji w starciu z wojskami najpotężniejszego władcy środkowej Europy, Władysław opuścił bez walki zajęte grody i udał się na ziemie Brandenburczyków. Podejście okazało się nieudane, niemniej nie było ostatnim.

Bogato zdobiona płyta nagrobna Władysława Białego w Dijon.
Zwraca uwagę herb Kujaw oraz informacja,że zmarły
był królem Polski (źródło: wikipedia)
W 1375 roku Władysław najeżdża Kujawy znów opanowując swoje księstwo, tym razem z pomocą Brandenburczyków. Nie udaje się za to próba zdobycia biskupiego Raciążka. Mimo pomniejszych sukcesów, wojska królewskie stopniowo opanowują sytuację. W 1376 roku Władysław broni się jeszcze w Złotorii (to właśnie wtedy ciężko ranny zostaje Kaźko słupski). Musiał być całkiem niezłym strategiem, bo opór jak na dysproporcję stawiał całkiem poważny i nie miał zamiaru szybko składać broni. Jeśli wierzyć kronikom, przyparty do muru Władysław gotów był nawet stoczył pojedynek na kopie z rycerzem Bartoszem z Wezenborga. Zarówno jego wynik jak i samego oblężenia zakończył się dla księcia porażką.

Była ona w sumie pozorna, bo książęca awantura przyniosła księciu całkiem niezłe korzyści. Ludwik węgierski postanowił jeszcze raz zapłacić Władysławowi Białemu za księstwo, którego ten i tak nie posiadał. Tym razem suma była dziesięciokrotnie większa i sięgnęła 10 000 florenów, co było znaczącą sumą. Co więcej, książę otrzymał także posadę opata w węgierskim opactwie w Pannonhalmie. 

Oczywiście, i tym razem książę nie mógł usiedzieć na miejscu i z Węgier przeniósł się do ulubionego Dijon. Życie „Króla Lancelota” powoli nabrało znamion stabilności. W 1382 roku w życiu księcia miało miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenia. Mianowicie książę uzyskał od papieża zgodę na zwolnienie ze ślubów zakonnych. W ten sposób Stolica Apostolska chciała za pewne pomieszać szyki Andegawenom, niemniej Władysław nie miał już ochoty na kolejną przygodę. Od tego momentu słuch o księciu zaginął i nie wiemy czy przebywał przy swoich niedawnych współbraciach czy wciąż tułał się po świecie. Kolejnym faktem z jego życia jest jego koniec w roku 1388. Władysław Biały został pochowany w Dijon. Co ciekawe, na jego płycie nagrobnej znajduje się napis mówiący o tym, że w grobie spoczywa… król Polski.

Dijon Kujawiakom powinien kojarzyć się nie tylko z musztardą, ale także z losem słynnego księcia ;)
W odległym francuskim opactwie kończy życie ostatni potomek założyciela kujawskiej linii Piastów – Kazimierza Konradowica. Tym samym winien skończyć się także nasz cykl. No, ale na Kujawach rządzili nie tylko Piastowie…

środa, 21 września 2016

O krzyżach i kapliczkach z Ireneuszem Gregowskim

Czasem są prawdziwymi dziełami sztuki, czasem mamy wrażenie, że widzieliśmy już setkę podobnych. Przydrożne krzyże i kapliczki, bo o nich mowa, wrosły w nasz krajobraz tak bardzo, że często nawet ich nie zauważamy. Na szczęście widzi je Pan Ireneusz Gregowski, który od blisko 10 lat przemierza powiat inowrocławski, aby uwiecznić za pomocą aparatu te niezwykłe przykłady ludowej pobożności. Na co dzień jego pracę możemy oglądać na facebookowym profilu Krzyże i Kapliczki Powiatu Inowrocławskiego, do którego odwiedzenia serdecznie zapraszamy. Podobnie jak i na rozmowę z Panem Ireneuszem o jego niecodziennej pasji.
Karczyn. Następca drewnianego krzyża wtopiony w Kujawski krajobraz. /2015/
Jak to się w ogóle w Pana przypadku zaczęło? Skąd pojawił się pomysł?
Zaczęło się od kupna najzwyklejszego cyfrowego aparatu. Fotografowałem to co najbliżej, to co wydaje się być najbardziej powszednie, i być może przez tę powszedniość nieczęsto było utrwalane na kliszach czy, później, kartach pamięci. Fotografowałem to co - tak mi się zdawało - czekało na swoje zdjęcie od dziesięciu, dwudziestu lat, albo od zawsze. To co sam chciałbym zobaczyć na zdjęciu z przed tych te paru dziesiątek lat. Z czasem temat fotografowania ukierunkował się na przydrożne (choć nie tylko przyrożne) krzyże i kapliczki. Rarytasami są dziś zdjęcia tych budowli zrobione przez pasjonatów w latach 90. ub. wieku, o starszych już nie wspominając. Dzisiejsza łatwość w dostępie do sprzętu fotograficznego i szerokie łamy internetu rozszerzyły zdecydowanie krąg zainteresowanych tematem i powaliły nie tylko na bieżącą prezentację swoich zbiorów, ale i możliwość natychmiastowej wymiany spostrzeżeń i doświadczeń. Zbiory obfotografowanych obiektów swoje miejsca znajdują też w coraz częstszych regionalnych opracowaniach wydawanych w formach coraz atrakcyjniejszych graficznie publikacji książkowych. Nasze czarnokujawskie przydroże w porównaniu z innymi regionami Polski (Warmia, Podlasie, góry) nie przyciąga może aż tak swoją wyjątkowością. Czy słusznie? Do tej pory nie poświęcono jemu jakichś obszerniejszych tekstów (najciekawszym, wydanym w formie książkowej, zdają się być "Kapliczki i figury przydrożne z okolic Inowrocławia" Edmunda Konieczki, wydane w 2006 r. w nakładzie 70 egzemplarzy). Nie wspomniano o jego, często tragicznych, losach. I to są, myślę, powody żeby oddać się sprawie. Granice mojego fotografowania równają się granicom powiatu inowrocławskiego. Pozornie to niezbyt duży teren, ale liczba blisko pięciuset krzyży, kapliczek i figur postawionych w jego granicach stanowi spore wyzwanie. A to moje wyzwanie to skatalogować, czyli sfotografować i opisać choć skromnym zdaniem, te wszystkie przydrożne oznaki katolickiej wiary.
Bliźniacze kapliczki z sąsiadujących ze sobą wsi: Słońska, Balina i Latkowa (pierwsza z prawej - nieistniejąca już kapliczka z Balina)
Z pewnością musi się Pan spieszyć - część miejsc odchodzi powoli w zapomnienie...
Słowa Zygmunta Glogera - historyka i krajoznawcy - wypowiedziane ponad wiek temu mogą być mottem tego przedsięwzięcia: "stare te zabytki wiejskiej sztuki i budownictwa giną z rokiem każdym i przyjdą czasy, w których z powodu samej starości zanikną zupełnie. Dopóki więc istnieją tu i ówdzie, choć nie zawsze piękne lub ciekawe, ale zawsze dające obraz miejscowej kultury, powinny być ołówkiem lub fotografią odtworzone i zebrane z całego kraju".
W czasie mojego krótkiego, bo nie trwającego nawet dekadę fotografowania, pożegnałem już kilka kapliczek. W Gnojnie ząb czasu zniszczył drewnianego świątka wyrzeźbionego przez Stanisława Fijołka, w Balinie budowa obwodnicy zmusiła do przeprowadzki figurę Matki Bożej do nowej kapliczki (starej, ze względu na wiek, nie udało się przenieść w nowe miejsce), w okolicach Popowic starą, niezbyt ciekawą architektonicznie, acz tajemniczą kapliczkę zamieniono na Frasobliwego, który powstał spod dłuta rzeźbiarza Romana Kiełba.
Nieistniejąca kapliczka w okolicy wsi Popowice /2008/

 Nie do poznania, po ostatnich renowacjach, zmieniły się kapliczki w Sławęcinie i Łojewie, w zapomnienie poszła św. Barbara z Tuczna oraz ponad stuletni kamienny Jezus Chrystus z Grodztwa uszkodzony podczas wichrów przechodzących kilka lat temu przez Kujawy. Ale dla równowagi warto odnotować też nowe kapliczki i krzyże, jak chociażby te wzniesione w Kłopocie, przy remizie w Woli Wapowskiej, w Giżewie (d. Cykowo), w Marulewach czy krzyż w Gąskach.
Tuczno. Figurka św. Barbary wymieniona kilka lat temu na nowszą /2008/
 Czy działa Pan na podstawie jakiegoś ściśle określonego planu czy raczej zdjęcia wykonywane są "przy okazji"?
Na początku nasze wyprawy z aparatem (piszę "nasze" jako, że często towarzyszył mi w nich brat Mariusz) to były całodniowe przeczesywania terenów danej gminy. Takie pierwsze poszukiwanie odbyło się w lutym 2008 r. Objechaliśmy wówczas ważniejsze trakty gminy Rojewo, raczej nie zasięgając języka u mieszkańców, a fotografując jedynie to co postawiono przy samej drodze. Potem przyszedł czas na inne tereny. Wówczas katalog kapliczek rósł w błyskawicznym tempie. Później wyszukiwaliśmy te pominięte, ukryte w jakichś mało oczywistych punktach, o których istnieniu można było dowiedzieć się wyłącznie dzięki wskazówkom osób zamieszkujących w ich najbliższym sąsiedztwie.
Przypomina sobie Pan kapliczkę, która wyjątkowo dobrze się przed wszystkimi schowała? Do której najtrudniej było dotrzeć?
Najwięcej zachodu było przy próbie obfotografowania figurki Matki Bożej stojącej w Ostrowie Krzyckim. O jej istnieniu wiedziałem od Mamy, która w latach 50. XX wieku mieszkała w tej miejscowości. Potem tereny, na których stała figurka zamieniono na wojskowy poligon i tak jest do dzisiaj. Aby się tam dostać z aparatem trzeba uzyskać specjalne upoważnienie od dowódcy inowrocławskiej Brygady, a samo wejście na poligon i fotografowanie odbywa się pod czujnym okiem ochrony zamkniętego terenu. Tu nawiasem nadmienię, że podczas tego mojego - ogólnie mówiąc - zajmowania się kapliczkami trzy razy próbowałem nawiązać kontakt z poważnymi instytucjami: jedną z parafii, poważnym muzeum i jednostką wojskową. Tylko wojsko odpowiedziało na moje zapytanie... 
Sporo zachodu było też przy próbie sfotografowania krzyża stojącego na półwyspie Potrzymiech (niemal cudownie ocalałego z pożaru, który w 2012 r. nawiedził nadgoplańskie trzcinowiska). Jest to teren Nadgoplańskiego Parku Krajobrazowego i nie dość, że przejazd autem dozwolony jest tylko na pewnym odcinku, to ostatni etap (jakieś kilkaset metrów) trzeba pokonać przedzierając się przez bujne chaszcze szczelnie maskujące jakąś dawną drogę. Krzyż stoi na granicy powiatów inowrocławskiego i mogileńskiego.
Krzyż na półwyspie Potrzymiech. /2015/

Podobny dystans i w podobny sposób musiałem przebrnąć, aby sfotografować pozostałości po kapliczce stojącej na skraju Skotnik. Dużo trudności można napotkać też w dotarciu do krzyży, które są ostatnim znakiem wskazującym dawne cmentarze ewangelickie, żydowskie, wielowyznaniowe czy poepidemiczne, a których co najmniej kilkanaście można odszukać na terenie powiatu inowrocławskiego (m.in. w Brannie, Kołudzie Wielkiej, Rejnie). Zdarzało się, że wskazówki o istnieniu i możliwościach dotarcia do jakiejś nie odkrytej przeze mnie kapliczki znajdowałem na stronach internetowych osób bądź grup miłośników, które - podobnie jak ja - zatrzymują obraz z kapliczką w prostokącie zdjęcia.
Krzyż w okolicy wsi Rejna - pozostałość po cmentarzu poepidemicznym. /2014/
Czy spośród sfotografowanych przez Pana obiektów da się zauważyć jakieś zależności, np. czy w jednym miejscu dominują takie a nie inne formy kapliczek? Czy są jakieś zależności, które Pan podczas swoich działań zauważył?
Na szerszą skalę, myślę, że trudno mówić o jakimś kujawskim stylu. Podobieństwo niektórych kapliczek czy krzyży to prawdopodobnie rezultat pracy jednego budowniczego - murarza, stolarza, rzeźbiarza... Taki przypadek, najbardziej widoczny spotkać można we wsi Słońsko i jej okolicy. Stoi tam sześć ceglanych kapliczek pobudowanych według tego samego wzoru. Podobnie rzecz ma się niekiedy pośród krzyży, a przykład to chociażby metalowe krzyże stojące wzdłuż drogi między Rojewem a Jaksicami. Te znaki wiary mają już swoje lata. Inaczej to wygląda wśród najnowszych budowli. Tu raczej każdy idzie na oryginalną bezstylowość jeśli już mowa o samym schronieniu dla świątka. Świątek zaś, o ile nie jest wyrzeźbiony w drewnie przez ludowego twórcę (a to już niestety rzadkość), najczęściej kupowany jest u producenta figur sakralnych, m.in. w Nowej Soli. Przykłady takich postaci można zobaczyć m.in. w Kłopocie, Marulewach, Tucznie czy Tupadłach pod Inowrocławiem. Przez takie działania (zakupy) zdarza się spotykać w kapliczkach bądź na cokołach figury z tej samej formy odlewowej. Przykład to chociażby takie same postacie w Bachorcach, Grodztwie czy Miechowicach. To znak czasu, obrazek teraźniejszości. Staram się nie oceniać. Ocenią to może następne pokolenia, o ile coś im tam zostanie do oceny.
Marulewy. Kapliczka z figurą Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych wzniesiona w 2010 r. Każdego roku 24 maja pod kapliczką odbywa się odpust ku czci "mieszkanki". /2014/
Św. Florian postawiony w 2015 r. przy remizie OSP w Woli Wapowskiej. /2016/
 Kogo najczęściej możemy spotkać przy naszych drogach?
Nieco więcej niż połowę z ponad 450. budowli czarnokujawskiego sakralnego przydroża zajmują figury i kapliczki, reszta to krzyże. Wśród figur dominuje postać Matki Bożej, której to podobizna zamieszkuje ponad 150 kapliczek i monumentów. Najrzadsze to Matka Boża z De La Salette stojąca (wraz z Panem Jezusem) w Kruszy Zamkowej, ufundowana przez Zbigniewa Łuczaka w 2005 r., oraz spotkane dwa razy (w Dąbiu i Różniatach) Matki Boże Licheńskie.
Krusza Zamkowa. Kapliczka z wizerunkami Jezusa Miłosiernego i Matki Boskiej z La Salette objawiającej się dwojgu biednym dzieciom. /2016/
Figura Matki Bożej Licheńskiej z kapliczki w Różniatach. /2015/
 Jezusa Chrystusa można spotkać nieopodal dróg w ponad 50 miejscach. Święci zamieszkujący skraj drogi to m.in. Antoni (Glinno Wielkie, Gnojno, Jacewo, Liszkowo, Wróble), Jan Chrzciciel (Jankowo, Piaski), Józef z Dzieciątkiem (Kawęczyn, Kościelec, Nowy Dwór, Skotniki), Wawrzyniec (Janikowo-Ostrowo, Kościelec, Węgierce), Wojciech (Inowrocław /pomnik/ i Janikowo). Przy remizach można spotkań figury św. Floriana (Inowrocław /PSP/, Turzany, Witowice, Wola Wapowska), a w sąsiedztwie terenów leśnych i łownych wyrzeźbione w drewnie podobizny św. Huberta (Balczewo, Mierogoniewice, Wierzbiczany). Te najbardziej oryginalne, a raczej najrzadsze to figura św. Kazimierza (syna polskiego władcy Kaziemierza Jagiellończyka) stojąca w Pławinku, nowa św. Barbara mająca swoje miejsce w Tucznie, św. Krzysztof stojący przy kościele w Liszkowie, wyrzeźbiona w drewnie św. Kinga trzymająca w ręku makietę klasztoru (Szadłowice) i św. Maksymilian Kolbe postawiony przy wejściu na cmentarz w Polanowicach. Niewiele jest też Nepomuków, czyli figur św. Jana Nepomucena. Stoją one w sąsiedztwie kościołów w Gniewkowie, Kościelcu i Kruszwicy, a ich początki datuje się na drugą połowę XVIII wieku. Obok drewnianej figury św. Jana Chrzciciela stojącej w Piaskach mają one największą wartość zabytkową spośród figur umiejscowionych w krajobrazie powiatu inowrocławskiego. Warto jeszcze dodać, że w granicach powiatu można spotkać kapliczki "zawierające" więcej niż jednego świątka. Przykład to chociażby wspomniana kapliczka w Kruszy Zamkowej oraz kapliczka (bodajże najwyższa w powiecie) stojąca od 1927 r. w miejscowości Góry, którą zamieszkują Pan Jezus (II piętro) i Matka Boża (I piętro).
Wróble. Figura św. Antoniego z Dzieciątkiem postawiona przez mieszkańców w połowie lat 70. XX w. (w niedalekim sąsiedztwie miejsca gdzie stała figura zniszczona przez Niemców na początku II wojny światowej). /2016/
Piaski. XIX-wieczna drewniana figurka św. Jana Chrzciciela. /2014/
Góry. Piętrowa kapliczka z figurami Najświętszego Serca Pana Jezusa i Matki Bożej Niepokalanej wzniesiona w 1927 r. przez mieszkańców ówczesnej gminy Góry - Stanisława Kmiecia i Władysława Siemińskiego. /2015/
Prawdziwą tragedią dla wielu krzyży i figur była II wojna światowa, gdy okupanci planowo likwidowali tego typu obiekty. Niejednokrotnie starano się temu zapobiec przechowując w jakiś sposób figury i krzyże w schowkach. Przypomina Pan sobie tego typu historie?
Przechowywano figury, które udało się zdemontować zanim zdążyli "zainteresować się" nimi hitlerowcy, jak i figury uszkodzone przez niszczycielskie działania najeźdźcy. Jedną z historii opowiedziała mi Anna Kempińska mieszkanka Nowego Dworu w gminie Dąbrowa Biskupia. Tam, podobnie jak niemal we wszystkich miejscowościach dzisiejszego powiatu inowrocławskiego, figura Pana Jezusa stała do początków II wojny światowej. Tuż po rozpoczęciu działań wojennych hitlerowcy przy pomocy granatów wysadzili przydrożny monument. Wówczas, pod osłoną nocy, narażając swoje życie, Franciszek Bolewski wraz z synem Stanisławem (mieszkańcy tej leśnej wsi) zebrali zgruzowane szczątki i zakopali opodal swojego domostwa. Na "odkrycie" zniszczona figura (a przynajmniej jej najobszerniejsze części) czekała ponad 60 lat. Na początku XXI w. wiadomość o zakopanych elementach dotarła do uszu pani Anny. Odbyła się akcja podczas której figura (głowa oraz tułów okryty płaszczem) została odkopana i przewieziona na teren posesji córki Józefa Kempińskiego - znanego artysty malarza.

Głowa Pana Jezusa oraz tułów (w tle) - pozostałości po przydrożnej figurze z Nowego Dworu. /2014/
Podobna historia miała miejsce w Gniewkowie. Figura Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus stała na skwerze zwanym "Boża Męką" przy skrzyżowaniu ulic Zajeziernej i Toruńskiej. Została zniszczona przez miejscowych Niemców we wrześniu 1939 r. Przez blisko 60 lat była przechowywana przez rodzinę Nowackich. Figura zachowała się w postaci osiemnastu luźnych skorup z rozległymi ubytkami. Przeniesiona do kościoła farnego, po konserwacji w 2003 r., umieszczona została we wnęce na zewnątrz kościoła pw. św. Mikołaja i św. Konstancji. Rekonstrukcję po wojennej zawierusze musiała przejść również figura św. Józefa z Dzieciątkiem stojąca w Skotnikach. Została ona ufundowana przez dziedziców Grabskich - ówczesnych właścicieli majątku. Jak relacjonują państwo Przybylscy - obecni właściciele pola na którym stoi postument - w trakcie wojny Niemcy odstrzelili główkę Pana Jezusa. Przybylscy długo zastanawiali się jak ją zrekonstruować. W końcu wpadli na pomysł, aby do rekonstrukcji wykorzystać... głowę lalki.
Rzepowo. Figura Pana Jezusa odnaleziona po 45 latach podczas prac melioracyjnych. /2016/
Skotniki. Figura św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus. /2008/
 Przy okazji fotografowania z pewnością pojawiły się jakieś inne ciekawe historie związane z danym obiektem. Które z nich najbardziej Panu zapadły w pamięć?
Było kilkanaście takich historii. Jedną przedstawił mi Andrzej Gawroński - syn Stanisława, budowniczego kapliczki stojącej na granicy wsi Ludwiniec i Radłowo. Mówił: "W 1992 r. rozpoczęła się poważna choroba ojca. Dwa lata później, w czasie pobytu w szpitalu, ojciec pomyślał o postawieniu figurki, o której wybudowaniu już w latach 60. mówiła jego matka Agnieszka. Po powrocie z leczenia (zaleczania) wziął się do pracy. Był murarzem samoukiem, a głównym budulcem przy stawianiu kapliczki był kamień zebrany z okolicznych pól i gruntowych dróg. Samą figurkę Matki Bożej przywiózł (w dwóch "podejściach", bo za pierwszym razem figurka pokruszyła się w czasie podróży) z Częstochowy... W czasie gdy ojciec pracował przy kapliczce podeszła do niego kobieta. Cała była ubrana na biało - mówił syn Stanisława, który pomagał w budowlanych pracach. - Spytała o intencję budowy. Ojciec odpowiedział, że nie ma jakiejś konkretnej, na co kobieta delikatnie uśmiechnęła się i powiedziała, że zostanie tu jeszcze przez chwilę i pomodli się. Kiedy odeszła i w jakim kierunku - ojciec nie zauważył. Przy następnym pobycie w szpitalu prześwietlenie nie pokazało żadnych zmian chorobowych...".
Radłowo / Ludwiniec. Kapliczka postawiona w 1992 r. przez Stanisława Gawrońskiego. /2008/
Inną, odmienną historię, opowiedział mi Piotr Rydzkowski - leśniczy w miejscowości Rejna - na temat drewnianej figurki wyrzeźbionej przez Krzysztofa Wojciechowskiego: "Jakiś czas po uroczystym poświęceniu kapliczka zniknęła ze spiralnej kolumny. Miała trafić - jak to sobie obmyślił złodziej, liczący na pokaźną finansową korzyść - do sąsiedniej parafii. Okazało się jednak, że ksiądz, do którego zgłosił się "artysta z towarem", całkiem niedawno czytał w gminnym "Dąbrowianinie" artykuł i przeglądał zdjęcia kapliczki wzniesionej w lasach Rejny..." .
O dziękczynnym wymiarze figury opowiedziano mi w Popowie: "Postawił ją ówczesny zarządca majątku Trzcińskich - nijaki Zieliński - jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, jako wotum dziękczynne za doczekanie się upragnionego potomstwa (córki)." Jak mówił mieszkaniec Popowa - p. Cylke - pani, której "dotyczyła" figura, zajmowała się architekturą, biorąc m.in. udział projektowaniu i budowie licheńskiej bazyliki...
Popowo. Figura dziękczynna za doczekanie upragnionego potomstwa. /2008/
Swoją smutną historię ma niszczejąca, opuszczona kapliczka stojąca na skraju Skotnik. Nie zachowała się ani postać Matki Bożej z cokolikiem, ani tablica pamiątkowa fundatora. Wyrwa w dolnej części budowli to według mieszkańców okolicznych domostw "skutki" krążącej po okolicy legendy, mówiącej o tym, że podczas stawiania kapliczki w jej wnętrzu zamurowano skarb (złoto)...
Nieodosobnionym przypadkiem jest opowieść Ryszarda Zielińskiego nt. kapliczki w Orłowie. W 1940 r. Jan i Marianna Zielińscy (dziadkowie p. Ryszarda) wraz z dwójką dzieci zostali wysiedleni przez Niemców z Orłowa do wsi Kulczyn na Lubelszczyźnie. Tam, z tęsknoty za rodzinnymi stronami, postanowili, że jeśli uda się im wrócić na ojcowiznę to w podziękowaniu za opiekę Opatrzności Bożej postawią kapliczkę… Do Orłowa Zielińscy wrócili w kwietniu 1945 r. Rok później stanęła kapliczka. W podziękowaniu za ocalenie wzniesiono też jedną z kapliczek w Słońsku. Postawił ją Kazimierz Kędzierski w dziękując w ten sposób za ocalenie żony - Cecylii Kędzierskiej. - Dała Żydówce ziemniaka... - mówiła mi Grażyna Pawłowska (wnuczka, dzisiejsza opiekunka kapliczki) przypominając historię krążącą w rodzinie. - Dziadkowi udało się w jakiś sposób przekonać hitlerowców i babcia wróciła do domu. Do budowy kapliczki wykorzystano cegły z budynków, które stały na terenie inowrocławskiego lotniska, a w których Niemcy, a wcześniej również i Polacy hodowali króliki. Podobno sierść królików w czasie wojny wykorzystywano do budowy bomb lotniczych... - wspominała.

Wykorzystane zdjęcia wraz z podpisami zostały nadesłane przez p. Ireneusza. Całą kolekcję można oglądać TUTAJ.