Fundacja Modrak

Szukaj na tym blogu

czwartek, 14 maja 2015

O kanale Bachorze słów kilka

Wśród licznych rzek i kanałów, które przecinają wzdłuż i wszerz szczególne miejsce zajmuje kanał Bachorze. Nie tylko dzieli on Kujawy na część północną i południową, ale także przypomina o najdawniejszych dziejach naszej krainy.

Miejsce, w którym znajduje się kanał Bachorze nie jest oczywiście przypadkowe. Obszar dzisiejszej doliny został ukształtowany w epoce lodowcowej przez nurty Proto-Wisły, która odbijając się od czoła lodowca skręcała na zachód, żłobiąc teren pod dzisiejszy kanał. W czasach historycznych płynęły tutaj dwie rzeki - Bachorka i istniejąca do dziś Zgłowiączka.

Zagadnieniem, które niestety nie spędza historykom snu z powiek (a powinno!) jest ustalenie czy wspomniane rzeczki były spławne i czy mogły stanowić ważną arterię wodną tworzącego się państwa Piastów. W swoich domorosłych poszukiwaniach udało mi się ustalić, że nazwa "Bahora" po raz pierwszy pojawia się w dokumencie z 1288 roku. Co więcej, towarzyszy jej określenie "fluvium", czyli rzeka. Znajduje to swoje potwierdzenie w kolejnym akcie z 1297 roku. Innymi słowy w średniowieczu Bachorza za rzekę uchodziła. 

W XIX-wiecznych opracowaniach pojawiają się nawet informacje, że wspomniane połączenie wodne zostało wykonane za pomocą rąk ludzkich, a mianowicie prac inżynieryjnych prowadzonych przez księcia Kazimierza Kujawskiego w pierwszej poł. XIII w. (stąd kanał nazywano często Piastowskim). Być może prace kujawskiego księcia były po prostu działaniami mającymi zapobiec powolnej degradacji drogi wodnej? Nie da się ukryć, że potwierdzenie tych faktów jest dziś bardzo trudne i nie ma się co czarować, że w najbliższej przyszłości archeolodzy odwiedzą brzeg Bachorzy. 
Jeśli Bachorza była spławna (a i tak jest dziś, choć tylko w czasie wiosennych roztopów), to mogły po niej poruszać się jedynie płaskodenne barki. Ten trop zdaje się potwierdzać informacja o istnieniu u ujścia Zgłowiączki do Wisły niewielkiej osady Korabniki, która swoją nazwę wzięła właśnie od tego typu łodzi.

Z biegiem lat Bachorza zaczęła zarastać i zamieniła się w rozległą, bagnistą łąkę przecinaną tu i ówdzie zdradliwymi strumykami. Ponownie zainteresowano się tym terenem dopiero w XVIII wieku, gdy z inicjatywy Wincentego Modlińskiego zbudowano pierwszą przeprawę między dwoma brzegami bagien w postaci grobli łączącej Krzywosądzę ze Sędzinem. Trzeba było stuleci, aby północne i południowe Kujawy przestały żyć we wzajemnej izolacji.

Bachorza stała się z czasem przekleństwem. Bagna stawały się siedliskiem chorób, wylęgarnią tysięcy owadów, uciążliwych dla ludzi i bydła. Wreszcie mokradła zabierały tereny, które dawniej nadawały się pod uprawę. Dziś może trudno w to uwierzyć, ale trzcinowiska nad Bachorzą stały się idealnym miejscem życia dla... wilków. O tym jak wielką były plagą, niech świadczy informacja z 1835 o zorganizowaniu wielkiej obławy w czasie, której zabito 20 osobników tego gatunku. 

Sytuacja zmieniła się w okresie zaborów, bowiem rząd pruski był zainteresowany osuszeniem omawianego terenu dla celów rolniczych. Bachorza stała się kanałem  melioracyjnym w roku 1836. Inwestycja uzyskała wtedy dumną nazwę Kanału Królewskiego. Nie długo cieszono się z rozwiązania problemu, gdyż na skutek przeprowadzenia złej niwelacji, Bachorza szybko na nowo zaszła mułem. Kolejny raz, tym razem skutecznie, zmierzono się z niesfornymi bagnami w roku 1858. Wtedy to, okoliczni dziedzice pod wodzą pana Pieniążka ze Sędzina, sfinansowali skuteczny projekt kanału, którego autorem był technik Tonn. Zakładał on przekopanie 3 mil cieku na szerokość 6 stóp i głębokość 10. Ta inwestycja pozwoliła na bezpośrednie osuszenie 4000 morgów ziemi. Późniejsze prace melioracyjne były jedynie dalszą rozbudową tego projektu, którego efekty możemy oglądać aż po dziś dzień.

Wiekowe zmagania człowieka z Bachorzą nie zostały bez śladu. Co zrozumiałe, ludzie mieszkający przy bagnach żyli inaczej niż w innych częściach Kujaw (do dziś etnografowie wyróżniają osobny subregion Kujaw Bachornych). Znacznie większą rolę odgrywało u nich pasterstwo – właściwie jedyny typ gospodarki jaki da się w tak trudnym terenie uprawiać. Wiąże się z nim niezwykle ciekawy zwyczaj wybierania Króla Pasterzy. Przypadał on na Zielone Świątki i wiele wskazuje, że miał jeszcze rodowód pogański. Kto pierwszy tego dnia przybył ze swoim bydłem na pastwisko, zostawał wspomnianym królem lub królową pasterzy (w wypadku jednoczesnego przybycia decydował wyścig). Wszyscy pozostali zobowiązywali się do usługiwania „władcy”, który rozdawał im „urzędy”. Król otrzymywał drobne podarki oraz organizował wieczorem wielką ucztę. Odbywał się także barwny i rozśpiewany „pochód triumfalny” z przebranym w płótno wołem, którego gospodarze musieli rozpoznać i wykupić. Całe święto trwało trzy dni. Jedyną osobą, której cały zwyczaj mógł się nie podobać był pastuch, który pierwszego dnia przybył na pastwisko najpóźniej, gdyż musiał przejąć on na czas święta obowiązki pozostałych. Gdy bagniste pastwiska zamieniły się w żyzne pola, a uwłaszczenie rozbiło dawną strukturę społeczną, zwyczaj wspólnego wypasu bydła zaginął, a wraz z nim wybory króla pasterzy.

Bagna nad Bachorzą stanowiły znakomitą ostoję nie tylko dla zwierzyny, ale także i dla ludzi. W nocy z 16 na 17-go lutego 1863 roku przez trzcinowiska wzdłuż kanału kierowała się trupa pierwszego dyktatora powstania styczniowego - Ludwika Mierosławskiego. Oddział przeszedł granicę Królestwa Polskiego na wysokości Konar, a następnie udał się do Krzywosądzy, gdzie czekali na niego miejscowi konspiratorzy. Miejsce zbiórki nie zapadło jednak powstańcom dobrze w pamięci, o czym pisał jeden z uczestników: "Punkt zborny pod Krzywosądzem fatalny. Reszta powiatu poznańskiego a nawet Kujaw miała bardzo utrudnioną komunikację z Krzywosądzem. Chcąc przeprawiać broń trzeba było kierować się traktem przez Kruszwicę pod bokiem silnej załogi pruskiej, po roztopionych drogach i bagnach Bachorzy". Zarośla okazały się jednak przydatne w czasie II wojny światowej. Wierząc opowieścią świadków trzeba stwierdzić, że doszło tu przynajmniej do jednego zrzutu spadochroniarzy - być może cichociemnych.

Dzisiejszy kanał Bachorze (zwany potocznie Królokiem) liczy sobie 46,4 km długości. Ciekawostką jest to, że jego część należy do zlewiska Wisły, a druga – Odry. Dzięki temu możemy obserwować rzadkie zjawisko bifurkacji polegające na tym, że część wody płynie w kanale na zachód – ku  Gopłu, a część na wschód, gdzie wpada do Zgłowiączki (pod Brześciem Kujawskim). Oficjalnie kanał włączony jest w tzw. Pętlę Kujawską, czyli szlak kajakowy prowadzący m.in. przez Wisłę, Noteć i Brdę. Niemniej, spływ możliwy jest jedynie podczas wysokiego stanu wody.

Dominik Robakowski

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza